SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI
Bing nadal nie jest konkurentem Google pod względem skali, ale w Polsce przestał być też wyszukiwarką, którą można całkowicie zignorować. W lipcu 2026 odpowiadał za 7,16% wyszukiwań, a na komputerach jego udział przekraczał 12%. To nadal znacznie mniej niż Google, ale wystarczająco dużo, żeby w niektórych branżach znaleźć tam dodatkowych klientów.
Microsoft Advertising ma sens przede wszystkim jako drugi kanał Search, a nie zamiennik Google Ads. Szczególnie wtedy, gdy kampanie w Google są już poukładane, koszt pozyskania klienta zaczyna rosnąć, a firma chce sprawdzić, czy część tego samego popytu może kupić taniej w mniej zatłoczonej aukcji.
Największym błędem byłoby oceniać Bing Ads wyłącznie po niższym CPC. Tańsze kliknięcie niewiele znaczy, jeśli nie prowadzi do sprzedaży albo dobrego leada. W praktyce Microsoft Ads trzeba rozliczać dokładnie tak samo jak Google Ads: z kosztu konwersji, jakości pozyskanych klientów, wartości sprzedaży i finalnego ROAS-u.
Przez lata rozmowa o Bing Ads w Polsce nie była, delikatnie mówiąc, zbyt rozbudowana. Padało pytanie, czy warto uruchamiać kampanie, ktoś sprawdzał udział wyszukiwarki w rynku i dochodził do wniosku, że skoro prawie wszyscy korzystają z Google, nie ma o czym rozmawiać.
W 2026 roku ta odpowiedź nie jest już tak oczywista.
Google nadal zdecydowanie dominuje. Według Statcounter w lipcu 2026 miał 89,46% polskiego rynku wyszukiwarek. Bing był drugi z udziałem 7,16%. Znacznie ciekawiej wygląda jednak desktop, gdzie Bing odpowiadał już za 12,15% wyszukiwań, a Google za 84,01%.
Nie ma więc sensu opowiadać, że Bing za chwilę wyprzedzi Google. Nic na to nie wskazuje. Ale równie nieaktualne jest traktowanie go jak wyszukiwarkowej ciekawostki, z której korzystuje promil użytkowników.
Zwłaszcza jeśli sprzedajesz do firm.
Zacznijmy od nazwy: Bing Ads właściwie już nie istnieje
Potocznie nadal mówimy Bing Ads, ponieważ większości osób właśnie z wyszukiwarką Bing kojarzy się ten system. Oficjalna nazwa platformy to jednak Microsoft Advertising.
I ta zmiana nazwy całkiem dobrze opisuje to, czym obecnie jest ten ekosystem. Reklama Microsoftu nie kończy się na klasycznych wynikach wyszukiwania w Bing. Firma rozwija reklamy również w innych swoich produktach, a kampanie Performance Max mogą korzystać z powierzchni obejmujących m.in. Bing, Edge, MSN, Outlook oraz Copilot.
W praktyce, jeżeli interesują Cię kampanie searchowe, Bing nadal będzie najważniejszym punktem odniesienia. Warto jednak pamiętać, że kupujesz dostęp do ekosystemu Microsoftu, a nie po prostu „drugiej wyszukiwarki”.
Ma to coraz większe znaczenie również ze względu na Copilota. W 2026 roku Microsoft mocno rozwija powierzchnie reklamowe związane z wyszukiwaniem wspieranym przez AI, a kampanie Performance Max obejmują także inventory związane z Copilotem. Nie wszystkie najnowsze formaty są dostępne jednocześnie na każdym rynku i w każdym języku, więc nie traktowałbym tego jeszcze jako głównego powodu do uruchomienia kampanii w Polsce. Pokazuje to jednak kierunek rozwoju platformy.
Bing Ads i Google Ads są do siebie bardziej podobne, niż może się wydawać
Jeżeli ktoś zna Google Ads, wejście do Microsoft Advertising nie powinno wywołać większego szoku. Mechanika kampanii Search jest podobna: mamy słowa kluczowe, typy dopasowań, aukcję reklamową, strategie ustalania stawek, reklamy produktowe, remarketing czy automatyzację.
Microsoft oferuje również Performance Max, automatyczne strategie biddingowe i coraz bardziej rozbudowane rozwiązania wykorzystujące AI. W maju 2026 platforma rozszerzyła m.in. portfolio bidding, raportowanie strategii stawek oraz data-driven attribution. Dlatego powtarzane jeszcze kilka lat temu stwierdzenie, że Microsoft Ads jest prostą i mocno zacofaną wersją Google Ads, coraz gorzej opisuje rzeczywistość.
Jest jeszcze jedna rzecz, która bardzo ułatwia rozpoczęcie testu: kampanie można zaimportować bezpośrednio z Google Ads. Microsoft w 2026 roku dodatkowo rozbudował Import Center i pozwala przenosić kampanie zarówno z Google, jak i z Meta.
To duża przewaga z praktycznego punktu widzenia. Jeśli masz działającą kampanię Search w Google Ads z kilkudziesięcioma grupami reklam, setkami słów kluczowych i gotowymi reklamami, nie musisz budować wszystkiego od początku.
Nie oznacza to jednak, że wystarczy kliknąć „importuj” i wrócić po trzech miesiącach sprawdzić wyniki. Platformy są podobne, ale ruch, konkurencja i zachowanie użytkowników nie są identyczne. Import skraca konfigurację. Nie zastępuje optymalizacji.
Największa różnica? Google ma skalę, której Microsoft nadal nie ma
Jeżeli firma mówi: „potrzebujemy jak największej liczby leadów i chcemy skalować kampanie”, to w Polsce Google Ads pozostaje oczywistym pierwszym wyborem.
Przy prawie 90% udziału w rynku zwyczajnie znajduje się tam znacznie więcej wyszukiwań.
Ma to ogromne znaczenie dla algorytmów. Większa liczba wyszukiwań oznacza więcej kliknięć, konwersji i sygnałów, z których system może się uczyć. Kampania, która w Google generuje kilkadziesiąt albo kilkaset konwersji miesięcznie, w Bing może dostarczyć ich znacznie mniej.
I właśnie dlatego nie traktowałbym wyboru jako pojedynku „Google czy Bing”.
Jeżeli mamy ograniczony budżet i dopiero zaczynamy reklamę w wyszukiwarce, prawdopodobnie najpierw skoncentrowałbym środki w Google. Rozbijanie niewielkiego budżetu pomiędzy dwa systemy może sprawić, że żaden z nich nie dostanie wystarczającej ilości danych.
Microsoft Ads robi się ciekawszy wtedy, gdy Google już działa, a my szukamy dodatkowego źródła sprzedaży.
Na komputerach sytuacja wygląda dużo ciekawiej
Ogólne 7,16% udziału Binga może nie robić wielkiego wrażenia. Warto jednak zejść poziom niżej.
W lipcu 2026 Bing odpowiadał za 12,15% wyszukiwań wykonywanych na komputerach w Polsce.
To już więcej niż jedno wyszukiwanie na dziesięć.
Trudno uznać to za rynek, którego nie ma.
Jednym z powodów jest oczywiście ekosystem Microsoftu. Bing jest domyślną wyszukiwarką w Edge, a sam Edge jest mocno osadzony w Windowsie. Ma to znaczenie szczególnie na komputerach firmowych, gdzie użytkownik często korzysta z konfiguracji przygotowanej przez organizację i niekoniecznie zastanawia się nad tym, z jakiej wyszukiwarki właśnie korzysta.
I tutaj pojawia się potencjalnie bardzo ciekawy obszar: B2B.
Nie dlatego, że każdy użytkownik Binga jest dyrektorem finansowym dużej spółki. Taki skrót byłby zbyt daleko idący. Dane o tym, że użytkownicy Binga są starsi, bogatsi albo zajmują określone stanowiska, które często pojawiają się w porównaniach obu platform, w dużej części dotyczą Stanów Zjednoczonych i nie powinny być automatycznie przenoszone na Polskę.
Mamy jednak twardą informację, że udział Binga jest w Polsce znacznie wyższy na komputerach niż na rynku ogółem. Dla firm, których klienci szukają usług podczas pracy przy laptopie, jest to wystarczający powód, żeby taki ruch przynajmniej sprawdzić.
Microsoft ma jeszcze jednego asa: dane z LinkedIna
To jedna z najbardziej interesujących różnic między obiema platformami.
Microsoft Advertising pozwala korzystać z danych profilowych LinkedIna dotyczących firmy, branży oraz funkcji zawodowej użytkownika. Google nie dysponuje analogicznym połączeniem wyszukiwarki z największą biznesową siecią społecznościową.
Brzmi świetnie, szczególnie dla B2B, ale warto dopowiedzieć coś, czego w wielu artykułach o Bing Ads brakuje.
W przypadku klasycznego targetowania w Microsoft Advertising nie zawsze oznacza to możliwość powiedzenia: „pokaż reklamę wyłącznie dyrektorom zakupów z branży produkcyjnej”. Microsoft zaznacza w swojej dokumentacji, że LinkedIn Profile Targeting może działać jako mechanizm typu bid only. Możemy więc między innymi dostosowywać stawkę dla określonych grup, ale samo wskazanie firmy czy funkcji zawodowej nie musi automatycznie wykluczać wszystkich pozostałych użytkowników.
Nadal jest to bardzo wartościowy sygnał. Po prostu trochę mniej magiczny niż w wielu marketingowych opisach tej funkcji.
Czy kliknięcia w Bing są tańsze?
Często tak. Tylko uważałbym tutaj z konkretnymi procentami.
W wielu porównaniach pojawiają się informacje o CPC niższym o 20, 30, a czasem nawet 40% w stosunku do Google Ads. Nowsze zestawienie Landingi również wskazuje na niższe średnie koszty kliknięcia w Microsoft Advertising.
Problem polega na tym, że większość popularnych benchmarków pochodzi z danych globalnych albo amerykańskich. Nie powiedziałbym więc polskiemu klientowi przed uruchomieniem kampanii: „w Bing kliknięcie będzie o 30% tańsze”, bo po prostu tego nie wiemy.
Mechanizm, który może prowadzić do niższych cen, jest jednak logiczny. Użytkowników jest mniej, ale mniej jest również reklamodawców walczących o te same wyszukiwania. W części branż aukcja może być więc zauważalnie mniej agresywna niż w Google.
Szczególnie interesujące może być to tam, gdzie stawki Google Ads są już bardzo wysokie: w usługach profesjonalnych, finansach, prawie, części usług B2B czy oprogramowaniu.
Ale niższe CPC jest tylko początkiem analizy. Jeśli Google daje kliknięcie za 10 zł i leada za 100 zł, a Microsoft kliknięcie za 6 zł, ale leada za 150 zł, to tańszą platformą nadal jest Google.
Dlatego po pierwszych testach porównywałbym przede wszystkim CPA, jakość leadów i sprzedaż, a dopiero później średni koszt kliknięcia.
Google nadal ma przewagę technologiczną, ale różnica się zmniejszyła
Google przez lata budował ogromną przewagę danych, automatyzacji i liczby dostępnych formatów. Przy jego skali algorytmy mają zwyczajnie więcej informacji do pracy. To nadal jeden z najmocniejszych argumentów na korzyść Google Ads.
Nie należy jednak porównywać Microsoft Advertising z platformą sprzed pięciu lat.
Microsoft ma dziś Performance Max, automatyczne strategie stawek, data-driven attribution, rozbudowane raportowanie i własne rozwiązania AI. W 2026 roku rozwija też AI Max dla kampanii Search, który ma rozszerzać dopasowywanie zapytań, personalizować kreacje i dobierać strony docelowe.
Do tego dochodzi Copilot. I moim zdaniem właśnie tutaj znajduje się najciekawsza długoterminowa różnica między platformami.
Google ma Gemini i własny ekosystem AI. Microsoft ma Bing, Windows, Edge i Copilota. Obie firmy zmierzają więc do świata, w którym reklama w wyszukiwarce nie musi już oznaczać wyłącznie trzech sponsorowanych linków nad wynikami.
Na razie nie budowałbym kampanii w Polsce wyłącznie na tej obietnicy, ale planując działania na kilka lat do przodu, trudno ten kierunek ignorować.
Pomiar też trzeba skonfigurować osobno
Jeżeli importujesz kampanię Google Ads, warto pamiętać, że nie przenosisz w ten sposób całego ekosystemu pomiarowego Google.
Microsoft korzysta z własnego Universal Event Tracking, czyli UET. Tag pozwala mierzyć konwersje, tworzyć grupy remarketingowe i dostarczać dane automatycznym strategiom ustalania stawek. Można go wdrożyć między innymi przez Google Tag Manager, więc technicznie nie jest to szczególnie trudne.
Nie pomijałbym tego etapu nawet przy niewielkim teście. Bez poprawnego pomiaru szybko dochodzimy do wniosku, że Microsoft dostarczył nam „bardzo tanie kliknięcia”, tylko nie jesteśmy pewni, czy cokolwiek z nich wynikło.
Kiedy przetestowałbym Bing Ads w Polsce?
Pierwszym kandydatem byłaby firma B2B, szczególnie jeżeli sprzedaje oprogramowanie, usługi profesjonalne, rozwiązania dla przedsiębiorstw albo ofertę wymagającą kontaktu z osobą decyzyjną. Wyższy udział Binga na desktopie i możliwość wykorzystania sygnałów zawodowych LinkedIna tworzą tutaj połączenie, którego nie ma Google.
Drugą grupą są firmy działające w branżach, w których Google Ads stał się bardzo drogi. Jeśli kampania jest dobrze zoptymalizowana, ale dalsze zwiększanie budżetu podnosi koszt konwersji, Microsoft może być miejscem, w którym znajdziemy dodatkowy popyt przy mniejszej konkurencji.
Trzecia sytuacja jest jeszcze prostsza: mamy dobrze działające kampanie Google Ads i dodatkowy budżet. Koszt rozpoczęcia testu jest wtedy relatywnie niewielki, ponieważ Microsoft pozwala zaimportować istniejącą strukturę kampanii.
Spróbowałbym również w e-commerce z produktami o wyższej wartości koszyka, jeżeli dane pokazują, że istotna część klientów kupuje na komputerze. Nie zakładałbym natomiast z góry, że Microsoft będzie lepszy dla każdego sklepu tylko dlatego, że kliknięcia mogą być tańsze.
Kiedy zostałbym przy Google Ads?
Jeżeli firma ma niewielki budżet, a kampanie Google nadal nie wykorzystują swojego potencjału, nie spieszyłbym się z dokładaniem kolejnej platformy.
Najpierw naprawiłbym to, co już mamy.
Microsoft Ads oznacza jednak dodatkowe konto, raportowanie, kontrolę zapytań, optymalizację stawek i analizowanie nowych danych. Import z Google ogranicza pracę przy starcie, ale nie eliminuje jej później.
Ostrożnie podchodziłbym też do biznesów bardzo mocno zależnych od ruchu mobilnego i lokalnego, zwłaszcza kiedy klient podejmuje decyzję „tu i teraz”. Skoro przewaga Binga na polskim rynku jest szczególnie widoczna na desktopie, właśnie tam szukałbym jego najmocniejszych zastosowań.
Podobnie w bardzo niszowych branżach. Jeżeli już w Google liczba wyszukiwań jest niewielka, to po przejściu do wyszukiwarki z kilkukrotnie mniejszym udziałem możemy dostać tak mało ruchu, że ocena kampanii stanie się praktycznie niemożliwa.
Jak przetestowałbym Microsoft Ads, mając działające Google Ads?
Nie budowałbym wszystkiego od zera. Wybrałbym kilka najlepiej działających kampanii Search z Google i zaimportował je do Microsoft Advertising. Platforma jest do tego przygotowana, a w 2026 roku Microsoft dodatkowo uprościł zarządzanie importami.
Po imporcie sprawdziłbym ustawienia zamiast zakładać, że wszystko przeniosło się idealnie. Ustawiłbym UET i zweryfikował konwersje. Oddzieliłbym brand od kampanii non-brandowych, sprawdził zapytania oraz udział urządzeń i nie przenosił automatycznie wszystkich założeń dotyczących stawek z Google.
Na początku nie interesowałoby mnie też, czy Bing ma CTR wyższy o kilka procent. Znacznie ważniejsze byłoby porównanie kosztu pozyskania tego samego rodzaju konwersji.
Jeżeli lead z Google kosztuje 180 zł, a w Microsoft 120 zł i dział sprzedaży potwierdza, że oba są podobnej jakości, mamy bardzo dobry argument za zwiększeniem budżetu.
Jeżeli w Microsoft CPC jest o połowę niższy, ale przez miesiąc pojawiły się dwa przypadkowe formularze, nie mamy sukcesu. Mamy tanie kliknięcia.
Bing Ads czy Google Ads? W Polsce nie wybierałbym jednego
Gdyby firma startowała dziś od zera i zapytała, w którą platformę zainwestować pierwszy budżet Search w Polsce, nadal odpowiedziałbym: Google Ads.
Skala jest zbyt duża, żeby ją ignorować.
Ale przy rozbudowanym koncie Google odpowiedź jest już inna. W lipcu 2026 Bing miał ponad 7% polskiego rynku wyszukiwarek i ponad 12% na desktopie. To nie są liczby, które uzasadniają przeniesienie połowy budżetu reklamowego w ciemno. Są jednak wystarczająco duże, żeby przestać odpowiadać na pytanie o Microsoft Ads automatycznym „w Polsce nikt z tego nie korzysta”.
Szczególnie w B2B, usługach profesjonalnych i biznesach mocno desktopowych test może okazać się bardzo sensowny. Dodatkowym argumentem jest łatwy import kampanii Google Ads, mniejsza konkurencja w części aukcji i możliwość wykorzystania danych zawodowych LinkedIna. Z drugiej strony musimy zaakceptować mniejszy wolumen i wolniejsze zbieranie danych.
Dlatego Bing Ads traktowałbym nie jako alternatywę dla Google, tylko jako kolejne miejsce, w którym można kupić istniejący popyt.
A później pozwoliłbym zdecydować liczbom. Jeśli Microsoft dostarcza dodatkowych klientów po akceptowalnym CPA, zostaje w media planie. Jeśli ruchu jest za mało albo jakość leadów nie dowozi, wyłączamy kampanię.
Nie trzeba mieć opinii, czy Bing Ads „działa”.
Trzeba sprawdzić, czy działa w konkretnym biznesie.
Jeśli zastanawiasz się, czy Microsoft Ads ma sens w przypadku Twojej firmy, albo chcesz po prostu sprawdzić ten kanał bez przepalania budżetu na przypadkowe testy, możemy Ci w tym pomóc. W Panda Marketing prowadzimy kampanie płatne i patrzymy na nie przede wszystkim przez pryzmat kosztu pozyskania klienta, jakości leadów i sprzedaży, a nie samych kliknięć czy wyświetleń.
Jeśli chcesz sprawdzić, czy Bing Ads może być dobrym uzupełnieniem Google Ads w Twoim biznesie, napisz do nas.